Zachodnia Norwegia. Haugesund. Niedziela,
3 sierpnia. Godz. 13:58.
Gdy podjeżdżamy na parking, autokar wypełniony pasażerami już stoi gotowy
do odjazdu. Mamy jeszcze dwie minuty. Wyciągamy w pośpiechu nasze rzeczy z
samochodu i wkładamy je do luku bagażowego.
- Idę kupić wam bilety - oznajmia Hans i wchodzi przed nami do autokaru.
Chwilę później i my wspinamy się po schodkach do góry. Nasz dobrodziej
stoi tu jeszcze i rozmawia z kierowcą, który uśmiecha się przyjaźnie na nasz
widok. Pewnie dowiedział się przed chwilą, kim jesteśmy i co tu robimy. Ja zaś spoglądam
na tego siwiejącego już starszego pana o wielkim sercu, który wziął nas pod swoje
skrzydła i uratował przed deszczem, chłodem i głodem. On także się uśmiecha,
mimo iż nadeszła pora rozstania.