czwartek, 9 października 2014

Dzień 24. Pożegnanie z Hansem

Zachodnia Norwegia. Haugesund. Niedziela, 3 sierpnia. Godz. 13:58.

Gdy podjeżdżamy na parking, autokar wypełniony pasażerami już stoi gotowy do odjazdu. Mamy jeszcze dwie minuty. Wyciągamy w pośpiechu nasze rzeczy z samochodu i wkładamy je do luku bagażowego.
- Idę kupić wam bilety - oznajmia Hans i wchodzi przed nami do autokaru.
Chwilę później i my wspinamy się po schodkach do góry. Nasz dobrodziej stoi tu jeszcze i rozmawia z kierowcą, który uśmiecha się przyjaźnie na nasz widok. Pewnie dowiedział się przed chwilą, kim jesteśmy i co tu robimy. Ja zaś spoglądam na tego siwiejącego już starszego pana o wielkim sercu, który wziął nas pod swoje skrzydła i uratował przed deszczem, chłodem i głodem. On także się uśmiecha, mimo iż nadeszła pora rozstania.

wtorek, 7 października 2014

Dzień 24. Iz 55, 1-2

Zachodnia Norwegia. Haugesund. Niedziela, 3 sierpnia. Godz. 9:25

- Przyjadę po was, gdy skończy się nabożeństwo.
A potem wsiada do samochodu i odjeżdża, a my z Marcinem wchodzimy do środka. Kościół jest bardzo mały i skromnie urządzony – surowe wnętrze, niemal zupełnie nagie, białe ściany, ozdobione jedynie kilkunastoma obrazami przedstawiającymi kolejne stacje drogi krzyżowej i tylko mur okalający prezbiterium wypełnia wielki fresk, z na nim ludzie wszelkiej maści i wieku oddający pokłon Jezusowi. Siadamy w jednej z pierwszych ławek, tuż obok figury Matki Bożej.
Za moment zacznie się Eucharystia, dla mnie szczególna i wyjątkowa, bo sprawowana nie w języku czeskim, duńskim, wietnamskim ani nawet norweskim, jak to miało miało miejsce ostatnimi razy, ale w mojej rodzimej polskiej mowie. To doprawdy niezwykłe, że spotyka mnie tu coś takiego. Nagły dreszcz zniecierpliwienia i ekscytacji nie pozwala mi usiedzieć spokojnie na swoim miejscu, nie mogę się już doczekać, aby usłyszeć pierwsze słowa kapłana.

niedziela, 5 października 2014

Dzień 24. Luksus

Zachodnia Norwegia. Haugesund. Niedziela, 3 sierpnia. Godz. 7:12

Otwieram oczy. Gdzie jestem? Co tu tak miękko? Po ułamku sekundy wszystko sobie przypominam - jesteśmy w mieszkaniu Hansa. Spoglądam w prawo – Marcin śpi jak zabity. Szczerze mówiąc, to mi też nie za bardzo chce się wstawać, za dobrze mi tu.
Łóżko, na którym obydwaj leżymy jest tak wielkie, że mogłyby się na nim rozłożyć swobodnie nawet 3 osoby. Na czymś równie wygodnym chyba nigdy nie spałem. Patrzę na zegarek w telefonie, dopiero 7:13. Msza jest o 9:30, a Hans ma tu po nas przyjechać o 9:00, czasu jest zatem sporo i nie ma się co spieszyć.
Dlatego kolejnych kilkanaście minut spędzam na gapieniu się w śnieżnobiały sufit. Myślę o tych wszystkich wypadkach wczorajszego dnia, o pożegnaniu w Stavanger i niespodziewanym zejściu się na nowo, o promie na gapę, o wyczerpującym spacerze i spotkaniu Hansa, o wielkiej pizzy i oberwaniu chmury – jednym słowem o tym, ile człowieka może spotkać w ciągu jednego tylko dnia i jak wielkie mamy z Marcinem szczęścia.
Już ja dobrze wiem, kto za tym wszystkim stoi.

czwartek, 2 października 2014

Dzień 23. Wielka pizza

Zachodnia Norwegia. Haugesund. Sobota, 2 sierpnia, godz. 19:50

Kelner stawia na stole największą pizzę, jaką kiedykolwiek widziałem. Jest w niej wszystko począwszy od grzybów i warzyw, a skończywszy na mięsie, owocach i co najmniej dwóch rodzajach sera. A całość wygląda jeszcze bardziej pstrokato, niż tęcza, którą wczoraj widziałem w Stavanger.
Nic tylko gryźć, mlaskać, przeżuwać i połykać, a w międzyczasie popijać zimne piwko z kufla, które kelner postawił koło talerza. Uśmiecham się mimowolnie, co od razu zauważają moi dobroczyńcy:
- Wcinaj, wcinaj, nie czekaj na nas, nam dopiero za chwilę przyniosą - radzi życzliwie Hans.
- Jak to przyniosą za chwilę? Myślałem, że ta pizza jest dla wszystkich. Czy wyście zwariowali? Nie zjem tego sam.

wtorek, 16 września 2014

Dzień 23. Obietnica

Zachodnia Norwegia, wyspa Vestre Bokn. Sobota, 2 sierpnia, godz. 18:07


Droga wydaje się nie mieć końca.Jak długo trwa już ten marsz - godzinę, dwie? - nie jestem pewien, dla mnie trwa tyle, co cała wieczność. Z coraz większą trudnością stawiam kolejne kroki, pot spływa po mnie strumieniami, wlewając się do oczu i ust, a przecinająca skroń wzdłuż żyła nabrzmiewa gwałtownie od pulsującej w niej krwi. Naprawdę jestem wykończony.
Sam nie wiem, skąd ten nagły kryzys fizyczny, bywało już przecież dużo gorzej i to wiele razy, skąd więc teraz te wszystkie problemy? Przystaję na chwilę, by złapać oddech. Nie mam z sobą nic do jedzenia, zupełnie nic, woda też niedawno się skończyła i ten brak możliwości jakiegokolwiek orzeźwienia jeszcze bardziej mnie pogrąża.

niedziela, 14 września 2014

Dzień 23. Granatowa wstążka

Zachodnia Norwegia, wyspa Vestre Bokn. Sobota, 2 sierpnia, godz. 15:45

Prom dobija do brzegu, a my schodzimy powoli na dolny pokład. Staramy się wyglądać jak najbardziej naturalnie, a jednak od czasu do czasu nie udaje nam się uniknąć rzucanych na boki nerwowych spojrzeń. Ciągle mi się wydaje, że zaraz na nas ktoś krzyknie, przywoła do siebie i zażąda okazania biletu, już niemal słyszę ten głos.
Nasze nogi już dotykają suchego lądu, wciąż staramy się nie budzić żadnych podejrzeń i kroczymy przed siebie jak gdyby nigdy nic. Oddaliliśmy się już dobre kilkadziesiąt metrów od statku.
- Chyba się udało – mówię podekscytowany, ale jeszcze trochę niepewny.

piątek, 12 września 2014

Dzień 23. Bez biletu

Południowa Norwegia, Mortavika. Sobota, 2 sierpnia, godz. 14:50

- Dzień dobry. Chcieliśmy kupić bilet na prom. Ile to będzie kosztowało?
Chłopak za ladą spogląda na mnie zdziwionym wzrokiem. Wygląda zupełnie tak, jak gdybym zadał mu jakieś bardzo trudne pytanie.
- Nie mam pojęcia. Tutaj na pewno nie. Może tam - wskazuje niepewnie w stronę szlabanu obok wjazdu na parking.