Południowa
Norwegia. Oslo. Środa, 6 sierpnia, godz. 22:15.
Opieram głowę na wygodnym
i miękkim oparciu fotela. Z jednej strony jestem tak zmęczony po
ciężkim dniu, że najchętniej zamknąłbym teraz oczy i przespał
te dwie godziny jazdy, ale z drugiej strony wciąż nie mogę się
otrząsnąć po tym wszystkim, co stało się przed kilkoma minutami,
tym niespodziewanym obrotem wydarzeń i rozmyślając nad tym teraz,
nieprędko bym zasnął. Poza tym nie wolno mi jak gdyby nigdy nic
zaszyć się w swoim przytulnym kąciku z dala od wszystkich, to
najbardziej niewdzięczna rzecz, jaką mógłbym w tej chwili zrobić.