niedziela, 6 marca 2016

Dzień 27. Do przerwy 0:1

Południowa Norwegia. Oslo. Środa, 6 sierpnia, godz. 22:15.

Opieram głowę na wygodnym i miękkim oparciu fotela. Z jednej strony jestem tak zmęczony po ciężkim dniu, że najchętniej zamknąłbym teraz oczy i przespał te dwie godziny jazdy, ale z drugiej strony wciąż nie mogę się otrząsnąć po tym wszystkim, co stało się przed kilkoma minutami, tym niespodziewanym obrotem wydarzeń i rozmyślając nad tym teraz, nieprędko bym zasnął. Poza tym nie wolno mi jak gdyby nigdy nic zaszyć się w swoim przytulnym kąciku z dala od wszystkich, to najbardziej niewdzięczna rzecz, jaką mógłbym w tej chwili zrobić.

sobota, 5 marca 2016

Dzień 27. Autokar

Południowa Norwegia. Oslo. Środa, 6 sierpnia, godz. 21:50.

Powoli zapada zmrok. Tracę siły. Niemal nie spałem poprzedniej nocy i teraz daje to o sobie znać. Mocuję do plecaka kartkę z napisem „Lillehammer”, siadam na krawężniku i czekam.
Jest już tak ciemno, że niemal mnie tu nie widać, dlatego przesuwam się o kilkanaście metrów, by znaleźć się bliżej latarni i być lepiej widocznym. Samochodów, pomimo tak późnej pory, jest jeszcze dość sporo, dlatego nie tracę nadziei, że może jednak uda mi się dziś stąd wydostać.
Modlę się po cichu, by wydarzył się jakiś cud. Jakikolwiek. Głowa zaczyna mi ciążyć, a senność coraz trudniej okiełznać. Przeszukuję wzrokiem pobliskie zarośla i kamienie, abym w razie czego wiedział, gdzie mam rozłożyć śpiwór i karimatę.

czwartek, 3 marca 2016

Dzień 27. Pokuszenie

Południowa Norwegia. Oslo. Środa, 6 sierpnia, godz. 15:23.

Dwudziesty siódmy dzień podróży, a ja chcę się wycofać.
Gorąca herbata stygnie w plastikowym kubku w mojej dłoni, a z głośników płyną niezrozumiałe komunikaty w języku norweskim. Setki pasażerów pędzących nie wiadomo dokąd tylko po to, by jak najszybciej stąd zniknąć, rozpłynąć się w powietrzu. Chciałbym być teraz jednym z nich.
To wszystko przez te pieniądze. Mam teraz pełne kieszenie, ponad 300 koron, to wystarczająco dużo, by kupić sobie bilet na prom do Danii, do Frederikshavn, albo ze Szwecji do Polski. Gdy ich nie miałem, myślałem tylko o tym, by iść do przodu i nie oglądać się za siebie, nie było wtedy innego wyjścia. Ale teraz jest.

poniedziałek, 29 lutego 2016

Dzień 27. Bezdomność wieczorową porą

Południowa Norwegia. Oslo. Środa, 6 sierpnia, godz. 00:47.

To bardzo dziwne uczucie nie mieć gdzie się podziać, nie mieć w pobliżu nikogo bliskiego, z dnia na dzień stać się bezdomnym. Zwłaszcza nocą, gdy całe miasto kładzie się spać, ludzie gaszą światła w swoich domach, a my jesteśmy tylko odgłosem naszych kroków w ciemnościach. Właściwie to tylko wówczas jest to przykre, bo za dnia bezdomność ma smak przygód i marzeń.
Błąkam się jak cień po ulicach zmęczonego i sennego Oslo, a w głowie tylko jedna myśl, jedna jedyna, by znaleźć bezpieczne miejsce, gdzie można schronić się przez mrokiem i chłodem i darować oczom odrobinę snu. Gdybym tylko wiedział, gdzie jestem i czy dobrze idę. Nawet nie ma kogo zapytać. W absolutnej ciszy, niesiony przeczuciem, zmierzam powoli w stronę dworca.

niedziela, 28 lutego 2016

Dzień 26. Czysta krew arabska

Zachodnia Norwegia. Evanger. Wtorek, 5 sierpnia, godz. 18:27.

Zatrzymał się! Ja chyba śnię! Dzięki Ci Boże! Chwytam za swój bagaż i biegnę co sił w nogach w kierunku samochodu stojącego na poboczu.
- Do Oslo! - wołam podekscytowany przez uchylone okno.
- Ok. Ok. - przytakuje cicho kierowca zapraszając dłonią do środka.
Pakuję swój plecak na tylne siedzenie, drugi zabieram z sobą do przodu, wsiadam, zatrzaskuję za sobą drzwi i ruszamy.
- Nie wiem, czy pan wie, ale ratuje mi pan życie – odzywam się podczas zapinania pasów.
- Kilka godzin sterczałem na tym przystanku i już nawet byłem gotów spędzić tu noc.
Kierowca tylko się uśmiecha w sposób, który ja już tak dobrze zdążyłem poznać, , a który oznacza mniej więcej tyle, co: „kompletnie nie rozumiem, co do mnie mówisz”. Ale to nic, jakoś sobie poradzimy. Teraz najważniejsze jest to, że się jedzie.

wtorek, 16 lutego 2016

Dzień 26. Powrót do pustelni

Zachodnia Norwegia. Bergen. Wtorek, 5 sierpnia, godz. 09:20.


- Żegnaj Robercie po raz drugi.
Nie jest to już tak uroczyste pożegnanie jak to sprzed kilku dni w Stavanger, nie wymieniamy się podarkami na drogę i nie uśmiechamy tak serdecznie. Obaj zdajemy sobie sprawę, jak bardzo każdy z nas jej potrzebował i jak bardzo nam jej brakowało - beztroskiej samotności. Podajemy sobie dłonie.
- Za dwa lub trzy tygodnie widzimy się w Polsce. Szerokiej drogi.
Już nie pamiętam, kiedy ostatni raz czułem tak wielką ulgę. Zupełnie jakby ktoś zdjął z moich pleców ciężki bagaż. Aż trudno mi uwierzyć, że znów jestem sam, znów dbam i martwię się tylko o siebie, podejmuję wszystkie decyzje, chodzę, dokąd chcę i odpoczywam, kiedy mam na to ochotę. Nawet to, że właśnie straciłem poczucie bezpieczeństwa, jakie dawał namiot, przyprawia mnie o cudowny dreszcz niepewności i ekscytacji.

poniedziałek, 15 lutego 2016

Dzień 25. Ostatnia noc

Zachodnia Norwegia. Bergen. Poniedziałek, 4 sierpnia, godz. 22:06.

- Zaraz ci kogoś przedstawię.
Siadamy na ławce przy nadbrzeżu, tej samej, na której chciałem spędzić ostatnią noc.
- Powinien się tu zaraz pojawić.
Sam też chciałbym go jeszcze raz zobaczyć i zamienić z nim kilka słów – tak szybko dziś rano zniknął, nie zdążyłem się z nim pożegnać, ani nawet podziękować mu za okazaną pomoc. Czekamy długie piętnaście minut, ale jego wciąż nie ma, jeszcze chwila i się zbieramy.
- Jest, to chyba on. Widzisz tych dwóch gości na pomoście? Ten w dżinsowej kamizelce to właśnie Henning.