Zachodnia Polska. Jaroszów k. Strzegomia.
Czwartek, 10 lipca, godz. 14:05
Chłopaki
wysadzają mnie w miejscu, którego nie sposób znaleźć na mapie. Znów nie za
bardzo jest gdzie stanąć, pora więc na kolejny spacer poboczem drogi. Trzy, a
może cztery kilometry marszu, po których natrafiam na coś, co przypomina
kopalnię odkrywkową - bardzo rozległy obszar starannie wydobytej ziemi, równymi
warstwami, jedna na drugiej. Ciekaw jestem, do czego się dokopali, na pewno nie
do węgla, wygląda mi to raczej na jakąś glinę. Tuż obok jest zakręt i tablica z
napisem "Jaroszów", a za nią przystanek autobusowy i to właśnie na
nim próbuję szczęścia.