Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1 dzień. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1 dzień. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 25 marca 2014

Dzień 1. Pierwsza pomoc

Zachodnia Polska. Jaroszów k. Strzegomia. Czwartek, 10 lipca, godz. 14:05

Chłopaki wysadzają mnie w miejscu, którego nie sposób znaleźć na mapie. Znów nie za bardzo jest gdzie stanąć, pora więc na kolejny spacer poboczem drogi. Trzy, a może cztery kilometry marszu, po których natrafiam na coś, co przypomina kopalnię odkrywkową - bardzo rozległy obszar starannie wydobytej ziemi, równymi warstwami, jedna na drugiej. Ciekaw jestem, do czego się dokopali, na pewno nie do węgla, wygląda mi to raczej na jakąś glinę. Tuż obok jest zakręt i tablica z napisem "Jaroszów", a za nią przystanek autobusowy i to właśnie na nim próbuję szczęścia.

poniedziałek, 24 marca 2014

Dzień 1. Droga przez Bolków

Zachodnia Polska. Kostomłoty. Czwartek, 10 lipca, godz. 11:47

Zsuwam się w dół po metalowych stopniach, biorę mały plecak i zrzucam go na ziemię, ten większy chwytam oburącz i zeskakuję z nim na asfaltowe pobocze.
- Szerokiej drogi. Dziękuję! - wołam jeszcze i zamykam z hukiem drzwi.
Ciężarówka odjeżdża w stronę Legnicy, wydobywając z siebie gęstą chmurę spalin, a ja przeskakuje przez barierkę. Na zielonej murawie po drugiej jej stronie rozkładam pospiesznie mapę i w akompaniamencie mknących po autostradzie pojazdów zaczynam ją uważnie studiować.

niedziela, 23 marca 2014

Dzień 1. Autostrada

Południowa Polska. Katowice. Czwartek, 10 lipca, godz. 7:36

Nie bardzo wiem, jak mam się za to zabrać. Najdogodniej byłoby chyba stanąć na wyjeździe ze stacji, ale jakoś trudno jest mi się na to zdecydować, dlatego zostaję na swoim miejscu, przy wejściu do sklepu i obserwuję kręcących się wszędzie kierowców. Z początku nie mam śmiałości odezwać się do któregokolwiek z nich, nie lubię tak się kogoś prosić, jakoś dziwnie się wtedy czuję. Ale trzeba się w końcu przemóc, inaczej nigdy nie posunę się naprzód.

sobota, 22 marca 2014

Dzień 1. Pierwszy krok w chmurach



Południowa Polska. Tychy. Czwartek, 10 lipca, godz. 05:56.

Otwieram oczy. Która godzina? Parę minut przed szóstą. Obudziłem się zanim zadzwonił budzik. To przez te nerwy. Serce bije mi w piersi coraz szybciej, jakby chciało przed czymś przestrzec. Nie mogę uwierzyć, że to robię. Chyba zwariowałem. Leżę jak sparaliżowany wpatrzony w niewidzialny punkt na ścianie, a strach podsuwa mi coraz to nowe pomysły na odwrót. Już dawno tak się nie bałem. Tyle różnych rzeczy przychodzi mi do głowy A co, jeśli coś pójdzie nie tak? Nie przemyślałem tego do końca. Może jest jeszcze czas, by się wycofać? Nagle zdaję sobie sprawę, że jeśli teraz nie wstanę z łóżka, to być może nigdy się stąd nie ruszę. Nie ma co dłużej zwlekać, w drogę!